Blog > Komentarze do wpisu
I jedziemy ;)
Ostatni raz jeździłam w marcu, dokładnie we wtorek, czwartego, z Novym na Yarku Mojego. Egzamin miałam następnego dnia o 7 rano, zrezygnowałam w ostatniej chwili.
 
Nie silę się na zbytnią literackość, nie piszę książki. Na szybko, pod wpływem emocji. Nie chcę niczego zapomnieć.   
 
Ostatni raz jeździłam w marcu, dokładnie we wtorek, czwartego, z Novym na Yarku Mojego. Egzamin miałam następnego dnia o 7 rano, zrezygnowałam w ostatniej chwili.
 
A teraz znów. Nie do końca ogarniam, jak to się stało. Więc popycham skąpaną w słońcu uliczką poprzetykaną zieleniejącymi drzewami, zaczepiam przechodniów, pytając o drogę i mówię, jak gdyby nigdy nic: „Tak, tak, do L”. Wbijam na placyk. Placyk maleńki w porównaniu z naszym ogromnym terenem, ale okolony drzewami i jakiś taki swojski. Na placyku motor – bardzo niewyraźne linie od ósemki, czarna L-ka i czerwona. No, cześć – cześć, przygotuj się do jazdy. Instruktor pokazuje mi full wypas opcje nowego Yarka – można podwyższyć, lub obniżyć fotel za pomocą dźwigni umieszczonej po lewej stronie fotela kierowcy, ustawienie oparcia przy oparciu. Auto 3-drzwiowe, fotel odgina się przyciskiem tuż pod zagłówkiem, po lewej. Odginam, wrzucam torebkę, książki i idę sprawdzić, czy są przeciwmgłowe przednie (nie przeciwmgielne: „mgła, czy mgieła?” – by Novy). Nie ma. Wsiadam. Ustawiam fotel – zjeżdżam w dół, żeby było normalnie, jak w Corsie, przysuwam (trochę go za mało przysunęłam, nie poprawiałam), zagłówek ok. Fotel mam, zagłówek mam – lusterka. I się zaczęło. Lusterka ustawiamy na półzapłonie. Usiłuję włączyć silnik, pamiętam, że muszę wcisnąć sprzęgło... tylko kurde... które to sprzęgło??? No takiej akcji jeszcze nie miałam. A bywało, że nie jeździłam i po pół roku. Zwątpiłam. Wsiada JeszczeInny, który mył przednią szybę (dlaczego nie spryskiwaczem?).
 
- Inny! Nie pamiętam, gdzie jest sprzęgło!
- Nie stresuj się, wyluzuj. Najpierw ustawiasz sobie fotel, więc: wysokość (dźwignia po lewej na dole), oparcie (przy oparciu), zagłówek,  i nie stresuj się! Po dłuższej przerwie zawsze się zapomina, nie ma w tym nic dziwnego.
- No dobrze, ale gdzie jest sprzęgło???
 
No to było uczucie z cyklu: gdzie jest moja noga? Nie przypuszczałam, że jestem z stanie zapomnieć o tak podstawowej rzeczy. Fajne w tym instruktorze jest to, że nie traktuje Twoich błędów, jako czegoś wyjątkowego, gdzie tam, wszyscy tak macie. Z jednej strony czujesz: jestem normalna, z drugiej: cholera, no przecież to nie jest początek kursu, ja już nie mam prawa tak mieć! A takie chciałam zrobić wrażenie, no. Jaki to ze mnie full wypas kursant. Wyjeżdżamy z placu na jednokierunkową w prawo. I patrzymy w lewo. Nic nie jedzie. Garb. Wciskam więc sprzęgło.
 
- Po co wciskasz sprzęgło?
- No jak to po co? Garb jest!
 
- PRÓG SPOWALNIAJĄCY pokonujemy dodając leciutko gazu. Uważaj, zaraz dojedziemy do skrzyżowania równorzędnego – na skrzyżowaniu równorzędnym... ale to jeszcze nie tutaj, tu jest wyjazd z drogi wewnętrznej i włączający się do ruchu mają obowiązek ustąpić Ci pierwszeństwa... na skrzyżowaniu równorzędnym musimy ustąpić pierwszeństwa pojazdom nadjeżdżającym z prawej strony, zwalniamy, przenosimy nogę nad hamulec, drugą nad sprzęgło i obserwujemy...
 
Pierwsze wrażenie? Jezu jak ten facet gadaaaa... on tak nadaje przez 8h pracy? Nie jestem w stanie koncentrować się na jeździe, na tym, co robię i jednocześnie go słuchać, ogarniając, co chce mi przekazać, nie łapię połowy... a poza tym to oczywiste, nie jestem na swojej pierwszej godzinie kursu! No ale dobra, nie ja tu rządzę. Chłopaki już mi tak nie gadali, odwykłam od tego – a Novy wręcz powiedział: „MadeMe, jesteś na doszkalaniu, więc to Ty prowadzisz! I Ty decydujesz!”. To jest właśnie piękne w Novym, że kursant stara się prowadzić sam, sam podejmować decyzję, sam zmieniać pas ruchu, że stawia na samodzielność. Mój zresztą też tak robił: „Uważaj, zbliżamy się do tras, zachowuj się, jak na egzaminie”. Chłopaki stawiali na samodzielność. No ale nic, poszłam tam w końcu z założeniem, że robię kurs od nowa, że wywalam z głowy całą wiedzę, a z krwi wszystkie nawyki – chcę zobaczyć, czy da się to cholerne prawko zrobić inaczej. Nie tak, jak ja chciałam je zrobić.
 
- Ty ciągle tak gadasz? Cały Boży dzień?
- Tak.
- Ok.
 
Czułam się, jakbym pierwszy raz prowadziła auto! W wielu przypadkach doskonale wiedziałam, co mam zrobić, ale nie mogłam opanować auta. I do tego JeszczeInny mówił mi, co mam robić na pół sekundy, zanim zdążyłam krzyknąć: „Wiem, co zrobić!”.
I zaczęło się: „skręcamy w prawo”, „skręcamy w lewo”, „zmieniamy pas ruchu”, „w prawo”, „w lewo”, „wyprzedzamy”, „skrzyżowanie równorzędne”, „w lewo”, „w prawo”, „w lewo”, „droga jednokierunkowa”, „rondo”... cześć z was to zna. W8, nie ogarniam, ja się muszę rozjeździć, ja jeszcze nad autem nie panuję, a tu już takie atrakcje na dzień dobry... ale podoba mi się. Mój dawał mi się rozjeździć jak brałam sporo godzin, Novy już nie, ponieważ mieliśmy tak zaplanowane godziny, że nie było na to czasu. Bałam się, że będzie odwrotnie, gadka – szmatka, i jedno wielkie rozczarowanie... ups, chyba znowu nic nie umiem.
 
No jeździmy... tras nie znam kompletnie. Trochę po Wierzbnie, trochę po Mokotowie, a potem tak, jak jeździ 503-ka, przy Agrykoli, i tak a’ propos autobusu: ubawił mnie, jak przejeżdżaliśmy w pobliżu przystanku, mówię:
 
- Autobus!
- Tak, ale nie zapraszaj autobusu. Nie ma jeszcze włączonego kierunkowskazu, drzwi są otwarte i następuje komunikacja pasażerów z autobusem – tonem naukowego wywodu.
Ale najlepszy numer odwaliłam na jednokierunkowej, JeszczeInny pokazywał mi miejsce częstego uwalania na dawnej Warszawiance, droga jednokierunkowa i skręcamy w lewo. No i wjeżdżamy,
Inny pyta:
- Co to za znak?
-  Nakaz jaz.. yyyyyyyyy, yhm.
Mistrzostwo! No mistrzostwo. Za to samo dostałam taką zje.kę od Novego, że mało mi buty nie spadły, jak jeździliśmy po trasach na Odlewniczej, zdaje się, nazywało się Mariańska – i jak ma się jednokierunkową, to rzecz jasna trzeba zbliżyć się do LEWEJ krawędzi, potem na Mariańskiej (?? – będę to tak nazywać, ok.?), jak się zawraca, trzeba tak: do lewej, do prawej i do prawej, i uważać na STOP i piesi i wyjeżdżamy, tak to wygląda. I ja oczywiście pomyliłam znaki. Najgorsze jest to, że ja wiem, co to za znak, a i tak zawsze, po prostu zawsze palnę... i mogę draństwo recytować, a zawsze się pomylę. Novy mnie za to strasznie zjechał, i miał rację, zresztą sama się śmiałam z S, jak można coś takiego pomylić. Można.
 
Potem po jeździe mu napisałam: „Wiedziałam, że tak będzie, nic nie dało kucie cały week. Dziwisz się, że Novy uważał, że nie znam przepisów? I teraz Ty też tak myślisz :D:D Wszystko mi się trzęsie :D”, odpisał: „MadeMe, ja wiem, jak znasz przepisy. Znasz je bardzo dobrze. Trzeba je tylko przenieść na drogę, a to już moje zadanie”. 
 
Nie będę się specjalnie rozpisywać nad tym, w którym momencie trzymałam sprzęgło na zakręcie, w którym nie miałam pięty na podłodze, w którym natomiast wrzucałam 2-kę zamiast 4-ki. I tak nie zapamiętam jazdy do tego stopnia – przez godzinę dzieję się w aucie tyle, że nawet i przez tydzień w normalnym życiu nie znalazłoby się tyle spraw wartych opisania. Jeszcze nieraz zresztą wspomnę, bo jak już popełniam błąd, to z pełną konsekwencją – nagminnie. Zajmę się problematyką. Pierwsza sprawą jest to, że znam przepisy dość dobrze (nie twierdzę, że doskonale), ale nie potrafię zastosować swojej wiedzy w praktyce. Kompletnie. Wjeżdżam na drogę i nie wiem nic. Dwa to zauważony przez Nowego jeszcze zanim odpaliłam auto – stres. Jestem spięta, w trudnych sytuacjach wpadam w panikę. Zobaczymy, czy coś z tego będzie...
 

 Czego się nauczyłam? ;)

 
* mam powtarzać: "Od tej pory będę zawsze patrzeć na ZNAKI!"
* patrzeć DALEKO na znaki
* ruszanie: najpierw gaz – auto mruczy – wtedy sprzęgło
* nie zrywać sprzęgła! Chodzi o zbyt szybkie odpuszczenie
* nie muszę redukować biegów po kolei – obserwować światła na skrzyżowaniu!
* garb – bez sprzęgła, dodać trochę gazu
* górka (ruszanie na wzniesieniu): luz, 1, guzik rękawa, gaz, rękaw, sprzęgło
* pod górkę na mieście: ruszać z ręcznego
* jazda z górki: nie dotykać pedałów!
* pod górkę – redukcja na niższy bieg – o 1
* w zakręt: na 2-ce, bez sprzęgła
* skręt w lewo na jednokierunkowej – zawsze zbliżamy się do lewej krawędzi!
* równorzędne – noga nad hamulcem! – zwalniasz – sprzęgło – obserwacja
* skrzyżowanie z sygnalizacją – olewasz linię zatrzymania (hierarchia znaków)
* NOWE! kontakt z kierowcą innego pojazdu przy zmianie pasa – arkusz przebiegu egzaminu praktycznego – podziękować prawą
* nie zapraszamy autobusu (następuje komunikacja pasażerów z autobusem:)
* skośne – kiedy lewe światło auta, obok którego parkujemy – za lusterkiem
* skośne – teren podpowiada – nie patrzeć na auto z boku
piątek, 15 sierpnia 2008, permanentne_7_niebo

Polecane wpisy

  • Pierwszy zły instruktor jest jak...

    Zaświadczenie na 5... jakoś 07.2007 z usług gostka nie skorzystałam, ale jego teksty po prostu trzeba zostawić dla potomnych :))) Witam! Chciałabym dowi

  • Śmigam na pamięć....

    Idzie mi świeytnie, pokonuję każde rondo i każde skrzyżowanie na trasach. I nagle przychodzi olśnienie - ja to po prostu pamiętam... Inj: ...dzisia

  • auto-refleksja

    Mam dużo ambitnych planów w związku z tym blogiem... To chcę dodać, tamto chcę dodać, o tym na pisać, a tamto uzupełnić... Tylko po drodze jakos same schody;) N